Dostałam wiele komentarzy o treści: ...Czemu tak długo nie piszesz?Nie chodzi tu o to, że to już koniec. Nie, wręcz przeciwnie.
Jednak, gdy po przeczytaniu dopiero kilku stron, ktoś zostawia mi komentarz o treści:" Po co plagiatować "Harry'ego Potter'a", lepiej zacznij pisać coś swojego" łapie doła.
Czy gdziekolwiek jest choć jedno zdanie wzięte z tejże książki?!
Czy każda książka o magii musi być od razu "Harrym Potterem"?????
Czyż wszystkie książki nie są do siebie podobne, choć pod jednym względem?
Jeśli wciąż uważacie, że mimo to powinnam pisać, pozostawcie komentarz, choćby anonimowy
poniedziałek, 30 listopada 2015
wtorek, 8 września 2015
Strona VIII
Rozdział III "Ciotunia"
-Zamówmy może coś na kolację- zaproponował mój brat.-Pizza czy chińszczyzna?- spytałam przeglądając ulotki, które trzymaliśmy w kuchni.
-Pizza -zdecydował.
Wybrałam numer i podałam mu telefon, po chwili chłopak zamówił jedzenie.
-Mamy pół godziny- oznajmił.- Weź proszek Alison z jej szufladki w biurku i wsyp go trochę do toalety i wanny w łazience przylegającej do pokoju gościnnego.
-Jasne - odparłam.- Zaprowadzę Alison i Alca do pokoju zabaw.
Wspięłam się po stopniach i zawołałam siostrzyczkę. Po chwili dziewczynka przybiegła do mnie w podskokach.
-Pobawisz się z braciszkiem?- spytałam otwierając drzwi do pokoju zabaw.
-Tak- zgodziła się dziewczynka, kiedy włączyłam światło.
Z mroku wyłonił się kojec zajmujący cały środek pokoju. Włożyłam do niego oboje dzieci.
-Pobawcie się chwilę razem- powiedziałam i wyszłam z pokoju pozostawiwszy drzwi otwarte, by w razie czego usłyszeć rodzeństwo.
Przeszłam do pokoju młodszej siostry. Panowały tu różne odcienie różu, od dywanu z długim włosiem zaczynając, przez pościel, a na zasłonach kończąc. Z jednej z szufladek komody wyjęłam specjalny proszek, którego Alison używała czasami do zabawy. A jednym jego woreczkiem dołączyłam do brata w pokoju gościnnym.
-Co teraz?- spytałam po wykonaniu poleconego mi zadania.
-Pozamieniaj etykiety pianki do włosów i bitej śmietany.
-Ale przecież różnica między nimi jest ogromna- zauważyłam.
-Myślisz, że ktoś taki jak ciotka zawraca sobie głowę zawartością butelki z pianką do włosów? Czy pamiętasz, by Ona choć raz sprawdziła co jest w środku?
-No nie- odparłam odrywając etykietę z produktu i przyklejając ją na drugie opakowanie.
-Ale to może lepiej schowaj- poradziłam wręczając mu zbędną butelkę.- Przecież nie chcemy nikogo zatruć.
Drugą odstawiłam do łazienki.
-Coś jeszcze?
-Zraszaczami i oświetleniem zajmę się ja, więc chyba to już wszystko.
-W takim razie ja idę do maluchów- oznajmiłam.
Kiedy weszłam do pokoju zabaw zastałam Alison zapłakaną z jej ulubioną lalką bez jednej z rączek, którą trzymał Alec. Domyśliłam się, iż oboje chcieli się nią pobawić i po prostu rozerwali.
-Pokaż- powiedziałam wyciągając rękę.
Oboje dali mi części zabawki. Przytknęłam je do siebie, starając się ją naprawić. Nagle poczułam dziwne ciepło w dłoniach, którego źródła nie byłam w stanie wytłumaczyć. Uciekało przez koniuszki palców, ale na jego miejscu pojawiało się nowe. Rozchyliłam dłonie i zobaczyłam, że...
niedziela, 6 września 2015
Strona VII
Z Malcem na rękach przeszłam do salonu. Ciotka siedziała na kanapie w zamyśleniu stukając się palcem po brodzie. Kobieta mimo, iż już jakiś czas temu skończyła czterdziestkę wciąż wyglądała młodo dzięki operacjom i zabiegom odmładzającym. Również ubiorem odróżniała się od kobiet w swoim wieku- czarny, wiązany kostium, srebrny płaszcz do kolan i takiego samego koloru szpilki na bardzo wysokim obcasie. Owszem, wszystko prezentowało się ładnie, ale jak dla mnie nie pasowało do osoby w jej wieku.
-Wpadnę do Was jutro- oznajmiła wstając.
-A Wy dwoje- dodała wskazując na mnie i Zacka- zajmijcie się maluchami.
-Jest tylko jeden problem- zauważył mój brat- miałaś się ciociu nami zajmować.
-Ależ będę się Wami zajmować, tylko muszę się wysypiać i pracować. Przecież codziennie będę tu wpadać.
-Ale przecież Alciem i Alison należy się zajmować 24 godziny na dobę- zauważyłam.
-No dobrze, ale i tak muszę przywieść sobie jakieś osobiste rzeczy. Niedługo wrócę- stukając obcasami ciotka wyszła z domu i trzasnęła drzwiami.
-No to trzeba przygotować jej powitanie- zauważył Zack.
-Wpadnę do Was jutro- oznajmiła wstając.
-A Wy dwoje- dodała wskazując na mnie i Zacka- zajmijcie się maluchami.
-Jest tylko jeden problem- zauważył mój brat- miałaś się ciociu nami zajmować.
-Ależ będę się Wami zajmować, tylko muszę się wysypiać i pracować. Przecież codziennie będę tu wpadać.
-Ale przecież Alciem i Alison należy się zajmować 24 godziny na dobę- zauważyłam.
-No dobrze, ale i tak muszę przywieść sobie jakieś osobiste rzeczy. Niedługo wrócę- stukając obcasami ciotka wyszła z domu i trzasnęła drzwiami.
-No to trzeba przygotować jej powitanie- zauważył Zack.
czwartek, 3 września 2015
Strona VI
Wiedziałam, że powinnam coś zrobić, lecz przez pustkę w głowie strasznie wolno mi się myślało. Pukanie rozległo się po raz drugi. Młodszy z policjantów przeszedł przez przedpokój i otworzył drzwi. Stał za nimi mój starszy brat Zack z Alison (moją siostrzyczką ) na rękach.
-Kim pan jest?- spytał wchodząc do domu.
- Nicole, o co tu chodzi?- dodał na mój widok.
-Zaprowadź Alison do jej pokoju, dobrze?- poprosiłam.
Prędzej czy późnij i tak musiała się o tym dowiedzieć, ale nie byłam jeszcze gotowa psuć jej dzieciństwa.
Chłopak szybko wykonał moją prośbę, a gdy wrócił rozsiadł się w drugim fotelu.
-Rodzice... Oni...- zaczęłam, ale te dwa słowa nie chciały przejść mi przez gardło.
-Wasi rodzice nie żyją- starszy mężczyzna przyszedł mi z pomocą.
-Jak to się stało?- spytał chowając twarz w dłoniach.
-Z niewiadomego powodu auto prowadzone przez Waszego ojca zjechało z drogi i uderzyło w przydrożne drzewo-wytłumaczył sierżant z nazwiskiem na S (jakoś wypadło mi z głowy).
-Oboje zginęli na miejscu- dodał ten drugi.
-Czy ma się Wami kto zaopiekować?
-Pewnie ktoś znajdzie czas, żeby tu wpaść, jeśli zadzwonimy- odparł Zack.
Nie mogłam pojąć, jak On po usłyszeniu takiej wiadomości jest zdolny normalnie myśleć. Ja z największą chęcią zaszyła bym się w jakim cichym, ciemnym kącie i została tam do końca życia.
-Jeśli nie znajdziecie kogoś, kto się Wami zaopiekuje traficie do Izby Dziecka- oznajmił jeden z policjantów.
Zack wyjął z kieszeni telefon i po chwili szukania wybrał jakiś numer.
-Dzień dobry ciociu- usłyszałam po kilkudziesięciu sekundach.- Czy mogłabyś do nas przyjechać?
Nie usłyszałam odpowiedzi, ale chłopak się rozłączył,
-Będzie tu za kilka minut- oznajmił.
W końcu zdobyłam w sobie tyle siły by wstać. Przeszłam do pokoju braciszka i usiadłam na podłodze patrząc jak śpi.
Kiedy rozległ się dzwonek do drzwi Smyk otworzył oczka. Wzięłam więc go na ręce i wróciłam do poprzedniej pozycji sadzając go sobie na kolanach. Mimo grubej ściany oddzielającej mnie od przedpokoju i kolejnej od salonu słyszałam zarówno szpilki ciotki stukające na parkiecie, jak i niemal każde słowo.
Kolejny raz wysłuchałam, co przydarzyło się moim rodzicom, a później zapewnieniom ciotki, że zajmie się nami i jak nam będzie z nią dobrze. Niemal usłyszałam jak w głowie ciotki zaskakują trybiku. Dom, auta i całe wyposażenie musiało być warte ok miliona, nie licząc kont bankowych skrywających kolejne fortuny. Żeby zarobić tyle hajsu musiałaby pewnie pracować jeszcze ze sto lat, a tak dostanie to wszystko w zamian za opiekę na czwórką dzieci.
-Za kilka dni przyjdzie tu ktoś z opieki, żeby zobaczyć jak sobie pani radzi- powiedział jeden z policjantów, przechodząc do przedpokoju. Po chwili obaj się pożegnali i trzasnęły drzwi.
-Kim pan jest?- spytał wchodząc do domu.
- Nicole, o co tu chodzi?- dodał na mój widok.
-Zaprowadź Alison do jej pokoju, dobrze?- poprosiłam.
Prędzej czy późnij i tak musiała się o tym dowiedzieć, ale nie byłam jeszcze gotowa psuć jej dzieciństwa.
Chłopak szybko wykonał moją prośbę, a gdy wrócił rozsiadł się w drugim fotelu.
-Rodzice... Oni...- zaczęłam, ale te dwa słowa nie chciały przejść mi przez gardło.
-Wasi rodzice nie żyją- starszy mężczyzna przyszedł mi z pomocą.
-Jak to się stało?- spytał chowając twarz w dłoniach.
-Z niewiadomego powodu auto prowadzone przez Waszego ojca zjechało z drogi i uderzyło w przydrożne drzewo-wytłumaczył sierżant z nazwiskiem na S (jakoś wypadło mi z głowy).
-Oboje zginęli na miejscu- dodał ten drugi.
-Czy ma się Wami kto zaopiekować?
-Pewnie ktoś znajdzie czas, żeby tu wpaść, jeśli zadzwonimy- odparł Zack.
Nie mogłam pojąć, jak On po usłyszeniu takiej wiadomości jest zdolny normalnie myśleć. Ja z największą chęcią zaszyła bym się w jakim cichym, ciemnym kącie i została tam do końca życia.
-Jeśli nie znajdziecie kogoś, kto się Wami zaopiekuje traficie do Izby Dziecka- oznajmił jeden z policjantów.
Zack wyjął z kieszeni telefon i po chwili szukania wybrał jakiś numer.
-Dzień dobry ciociu- usłyszałam po kilkudziesięciu sekundach.- Czy mogłabyś do nas przyjechać?
Nie usłyszałam odpowiedzi, ale chłopak się rozłączył,
-Będzie tu za kilka minut- oznajmił.
W końcu zdobyłam w sobie tyle siły by wstać. Przeszłam do pokoju braciszka i usiadłam na podłodze patrząc jak śpi.
Kiedy rozległ się dzwonek do drzwi Smyk otworzył oczka. Wzięłam więc go na ręce i wróciłam do poprzedniej pozycji sadzając go sobie na kolanach. Mimo grubej ściany oddzielającej mnie od przedpokoju i kolejnej od salonu słyszałam zarówno szpilki ciotki stukające na parkiecie, jak i niemal każde słowo.
Kolejny raz wysłuchałam, co przydarzyło się moim rodzicom, a później zapewnieniom ciotki, że zajmie się nami i jak nam będzie z nią dobrze. Niemal usłyszałam jak w głowie ciotki zaskakują trybiku. Dom, auta i całe wyposażenie musiało być warte ok miliona, nie licząc kont bankowych skrywających kolejne fortuny. Żeby zarobić tyle hajsu musiałaby pewnie pracować jeszcze ze sto lat, a tak dostanie to wszystko w zamian za opiekę na czwórką dzieci.
-Za kilka dni przyjdzie tu ktoś z opieki, żeby zobaczyć jak sobie pani radzi- powiedział jeden z policjantów, przechodząc do przedpokoju. Po chwili obaj się pożegnali i trzasnęły drzwi.
środa, 2 września 2015
Strona V
Rozdział II "Wiadomość"
Wciąż śpiącego Alca przeniosłam do jego łóżeczka i przykryłam kołderką.Następnie przeszłam do salonu i zaczęłam skakać po kanałach szukając czegoś ciekawego do oglądania. Gdy doszłam do połowy listy usłyszałam dzwonek do drzwi. Wyłączyłam więc telewizor i przeszłam do przedpokoju by je otworzyć. Okazało się, że stali za nimi dwaj mężczyźni w policyjnych mundurach.
-Komisarz Sosnowski- oznajmił starszy z mężczyzn.
-Komisarz Wroński- przedstawił się drugi pokazując odznakę.
Mimo, iż nigdy wcześniej takiej nie widziałam odniosłam wrażenie, że jest prawdziwa.
-Czy ktoś dorosły jest w domu?- spytał pierwszy.
-Rodzice niedługo powinni wrócić- odparłam. Przecież nigdy wcześniej nie było problemu z tym, że ja albo Zack zostawaliśmy z maluchami. Zaczęłam zastanawiać się, kto złożył donos, gdy zauważyłam, iż mężczyźni wymieniają znaczące spojrzenia.
-Możemy wejść?
-O co chodzi?- spytałam zdziwiona. Policja w moim domu ???
-Może najpierw usiądziemy?- zaproponował młodszy mężczyzna.
Poprowadziłam ich do salonu i przysiadłam na brzegu fotela.
-Czy ktoś jest oprócz Ciebie w domu?- spytał siadając na kanapie.
Starszy posłał mu karcące spojrzenie.
-Tylko mój malutki braciszek- odparłam.
-Bo widzisz... Twoi rodzice dziś rano mieli wypadek.
-Gdzie Oni są?- spytałam zszokowana.
-Nie żyją.
Te dwa słowa uderzyły we mnie niczym niewidzialny nóż. Nie miałam siły się poruszyć ani odezwać. Siedziałam tak wpatrując się w przestrzeń. "Nie żyją" oba słowa wracały do mnie jak bumerang raniąc mnie coraz bardziej i bardziej. Po jakimś czasie (sama nie wiem czy minęły minuty czy godziny) moją uwagę przykuł fakt, iż po moich policzkach płyną łzy. Poczułam się zażenowana tym faktem.
Siedziałam wciąż w zupełnej ciszy, a moje myśli z wolna zaczęła wypełniać pustka, gdy ktoś zapukał do drzwi.
wtorek, 1 września 2015
Strona IV
-Może zamiast oglądać te głupoty nauczylibyście się czegoś?- spytał przechodząc przez salę i wyłączając rzutnik.
Po minach chłopaków widziałam, że gdyby nie był to nauczyciel już dawno wylądował by za drzwiami.
Mężczyzna nic sobie z tego nie robiąc rozłożył na biurku swoje papiery.
-Mam dla Was niespodziankę- kontynuował.- Dwu godzinną prezentację.
Przez sale przeszedł jęk zawodu.
Chwyciłam leąący na blacie długopis i machnęłam nim szepcząc:" Avada cadavra", jedno z zaklęć "Harrego Pottera". Ku mojemu zdziwieniu w tej samej chwili dokumenty z biurka podleciały aż po sufit.
-Ja- zażądał Alec uśmiechając się do mnie.
Wręczyłam mu drugi długopis.
Chłopiec radośnie przeciął nim powietrze, a papiery, które zaczęły opadać znów pofrunęły pod sufit i zawisły.
Malec radośnie zaklaskał w dłonie.
-Jak wy to zrobiliście?- spytała Sylwia.
-Nie wiem- odparłam.
Nauczyciel pospiesznie zaczął zbierać opadające dokumenty i układać je w teczce. Jego twarz przybrała czerwony kolor i po chwili wyszedł żegnany przez śmiech i drwiny.
Maciek z powrotem włączył film i wszyscy wrócili do oglądania ciągle chichocząc.
Alec poruszył się w moich ramionach i po chwili zaczął usypiać. Kiedy film się skończył spokojnie spał z kciukiem w buzi.
-Usnął?- spytał Michał przysiadając na przeciw mnie.
-Tak- odparłam.- Od jakiegoś czasu tarł oczka.
-Zachowanie dzieci łatwo przewidzieć- wytłumaczyłam.
-Ja mam tylko starszą siostrę- oznajmił chłopak.
-Chcesz go potrzymać?
-Ja... no wiesz, tego, trochę się... no boję- odparł.
Jednym ruchem podałam mu śpiące niemowlę.
-Jaki on... ciepły- zauważył Michał.
-Każde dziecko takie jest- odparłam.
-Na dziś chyba wystarczy eksperymentów- oznajmił podając mi niepewnie braciszka.
Część osób zaczęła się już rozchodzić do domów na obiad.
-Ja też już będę szła- oznajmiłam wstając.
-Wrócisz później?- spytał Maciek.
-Jasne- odparłam.- Spróbuję Alca podrzucić bratu, ale nie wiem, czy da się wkręcić.
Zeszłam po schodach i włożyłam śpiącego Smyka do wózka rozkładając jednocześnie oparcie. Wypchnęłam wózek i ruszyłam w drogę powrotną. Do domu dotarłam już po dwudziestu minutach. Gdy tylko weszłam ogarnęło mnie jakieś dziwne przeczucie, że coś jest nie tak.
Po minach chłopaków widziałam, że gdyby nie był to nauczyciel już dawno wylądował by za drzwiami.
Mężczyzna nic sobie z tego nie robiąc rozłożył na biurku swoje papiery.
-Mam dla Was niespodziankę- kontynuował.- Dwu godzinną prezentację.
Przez sale przeszedł jęk zawodu.
Chwyciłam leąący na blacie długopis i machnęłam nim szepcząc:" Avada cadavra", jedno z zaklęć "Harrego Pottera". Ku mojemu zdziwieniu w tej samej chwili dokumenty z biurka podleciały aż po sufit.
-Ja- zażądał Alec uśmiechając się do mnie.
Wręczyłam mu drugi długopis.
Chłopiec radośnie przeciął nim powietrze, a papiery, które zaczęły opadać znów pofrunęły pod sufit i zawisły.
Malec radośnie zaklaskał w dłonie.
-Jak wy to zrobiliście?- spytała Sylwia.
-Nie wiem- odparłam.
Nauczyciel pospiesznie zaczął zbierać opadające dokumenty i układać je w teczce. Jego twarz przybrała czerwony kolor i po chwili wyszedł żegnany przez śmiech i drwiny.
Maciek z powrotem włączył film i wszyscy wrócili do oglądania ciągle chichocząc.
Alec poruszył się w moich ramionach i po chwili zaczął usypiać. Kiedy film się skończył spokojnie spał z kciukiem w buzi.
-Usnął?- spytał Michał przysiadając na przeciw mnie.
-Tak- odparłam.- Od jakiegoś czasu tarł oczka.
-Zachowanie dzieci łatwo przewidzieć- wytłumaczyłam.
-Ja mam tylko starszą siostrę- oznajmił chłopak.
-Chcesz go potrzymać?
-Ja... no wiesz, tego, trochę się... no boję- odparł.
Jednym ruchem podałam mu śpiące niemowlę.
-Jaki on... ciepły- zauważył Michał.
-Każde dziecko takie jest- odparłam.
-Na dziś chyba wystarczy eksperymentów- oznajmił podając mi niepewnie braciszka.
Część osób zaczęła się już rozchodzić do domów na obiad.
-Ja też już będę szła- oznajmiłam wstając.
-Wrócisz później?- spytał Maciek.
-Jasne- odparłam.- Spróbuję Alca podrzucić bratu, ale nie wiem, czy da się wkręcić.
Zeszłam po schodach i włożyłam śpiącego Smyka do wózka rozkładając jednocześnie oparcie. Wypchnęłam wózek i ruszyłam w drogę powrotną. Do domu dotarłam już po dwudziestu minutach. Gdy tylko weszłam ogarnęło mnie jakieś dziwne przeczucie, że coś jest nie tak.
poniedziałek, 31 sierpnia 2015
Strona III
Do pobliskiego Domu Kultury miałam około trzech kilometrów. Większość drogi wiodła przez park, o tej porze dnia bardzo cichym. Dotarłam tam w ciągu trzydziestu minut.
-Pomogę Ci!- usłyszałam, kiedy wnosiłam wózek z braciszkiem po stopniach.
Obejrzałam się za siebie. Ku mnie szła Sylwia.
-Dzięki- powiedziałam wypinając Alca z pasów i biorąc go na ręce. Sylwia wprowadziła wózek do ogromnego holu i pozostawiła go pod ścianą. Dołączyłam do niej i razem ruszyłyśmy po schodach na górę i weszłyśmy do pierwszej sali na lewo.
Znalazłyśmy się w przestronnej sali ze starymi szkolnymi ławkami, komputerem, projektorem i skrzypiącą podłogą. Już po chwili otoczyła nas grupa przyjaciół, by uściskać nas na powitanie.
-Mogę Go potrzymać?- spytała Kasia, gdy wszyscy siadali z powrotem na swoich miejscach.
-Jasne- odparłam przekazując jej chłopca wprawnym ruchem.
-To my będziemy na końcu- oznajmiła odchodząc w kąt pomieszczenia razem z kilkoma innymi dziewczynami.
Razem z Sylwią usiadłyśmy na drugiej ławce.
-To co oglądamy?- spytał Maciek podchodząc do komputera.
-Harrego Pottera- zdecydowali wszyscy chórem.
Zapomniałam wspomnieć, że aby dostać się do naszej grupki, trzeba spełniać jeden warunek, a mianowicie należy być fanem "Harrego Pottera".
-A którą część?
-Pierwszą.
Maciek zaśmiał się, gdyż co tydzień właśnie taka byłą odpowiedź, ale włożył odpowiednią płytę i po chwili na ścianie pojawił się obraz. Chłopak otworzył jedną szafek stojących pod ścianą i cisną w grupki ludzi różne przekąski w plastikowych opakowaniach. Sam przyłączył się do dziewczyn bawiących się z moim braciszkiem.
Kiedy film miał się ku końcowi usłyszałam płacz Brzdąca. Po chwili Magdy przyniosła mi go. Kiedy tylko wzięłam Malca na ręce, ten wtulił maleńką główkę w moje ramię. Mimo, iż Go przytulałam On wciąż nie przestawał płakać. Kiedy w końcu się uspokoił drzwi otworzyły się i do pomieszczenia wszedł jeden z nauczycieli.
-Pomogę Ci!- usłyszałam, kiedy wnosiłam wózek z braciszkiem po stopniach.
Obejrzałam się za siebie. Ku mnie szła Sylwia.
-Dzięki- powiedziałam wypinając Alca z pasów i biorąc go na ręce. Sylwia wprowadziła wózek do ogromnego holu i pozostawiła go pod ścianą. Dołączyłam do niej i razem ruszyłyśmy po schodach na górę i weszłyśmy do pierwszej sali na lewo.
Znalazłyśmy się w przestronnej sali ze starymi szkolnymi ławkami, komputerem, projektorem i skrzypiącą podłogą. Już po chwili otoczyła nas grupa przyjaciół, by uściskać nas na powitanie.
-Mogę Go potrzymać?- spytała Kasia, gdy wszyscy siadali z powrotem na swoich miejscach.
-Jasne- odparłam przekazując jej chłopca wprawnym ruchem.
-To my będziemy na końcu- oznajmiła odchodząc w kąt pomieszczenia razem z kilkoma innymi dziewczynami.
Razem z Sylwią usiadłyśmy na drugiej ławce.
-To co oglądamy?- spytał Maciek podchodząc do komputera.
-Harrego Pottera- zdecydowali wszyscy chórem.
Zapomniałam wspomnieć, że aby dostać się do naszej grupki, trzeba spełniać jeden warunek, a mianowicie należy być fanem "Harrego Pottera".
-A którą część?
-Pierwszą.
Maciek zaśmiał się, gdyż co tydzień właśnie taka byłą odpowiedź, ale włożył odpowiednią płytę i po chwili na ścianie pojawił się obraz. Chłopak otworzył jedną szafek stojących pod ścianą i cisną w grupki ludzi różne przekąski w plastikowych opakowaniach. Sam przyłączył się do dziewczyn bawiących się z moim braciszkiem.
Kiedy film miał się ku końcowi usłyszałam płacz Brzdąca. Po chwili Magdy przyniosła mi go. Kiedy tylko wzięłam Malca na ręce, ten wtulił maleńką główkę w moje ramię. Mimo, iż Go przytulałam On wciąż nie przestawał płakać. Kiedy w końcu się uspokoił drzwi otworzyły się i do pomieszczenia wszedł jeden z nauczycieli.
niedziela, 30 sierpnia 2015
Strona II
Obudziłam się wcześnie i ubrałam w ulubiony zestaw: flanelową koszulę w czarno-czerwoną kratę, czarne dżinsy skrócone kuchennymi nożyczkami do kolan i takiego samego koloru conversy. Tak, wiem zazwyczaj nastolatki w weekendy śpią w soboty dłużej, lecz od pewnego mnie to nie dotyczyło. Razem z przyjaciółmi spędzałam większął część dnia na wygłupach i zabawie.
Z plecaka wysypałam książki zalegające tam od wczoraj i zarzuciłam go na ramię. Schodząc po schodach podwinęłam rękawy koszuli. Przeszłam do pokoju Alca. Brzdąc ciągle spał w łóżeczku, wiec zaczęłam wrzucać do plecaka potrzebne przedmioty, takie jak chusteczki, zabawki i pieluchy. Kiedy skończyłam przyklęknęłam przy komodzie mojego braciszka i wybierać dla niego ciuszki. W końcu zdecydowałam się na rozciągliwe dżinsy i błękitną koszulkę, która podkreślała kolor jego oczu. Gdy wstałam ujrzałam Smyka stojącego z piąstkami wokół prętów i uśmiechającego się do mnie.
-Ktoś ma dzisiaj dobry chumor- zauważyłam biorąc chłopca na ręce.
Uraczył mnie jeszcze większym uśmiechem.
-Podoba Ci się to, co dla Ciebie prygotowałąm?- spytałam sadzając Alca na przewijaku.
-Tak- odparł. Jak na swój wiek był bardzo rozwinięty.
Przebrałam go z piżamki i miękką szczotką uczesałam krótkie, brązowe włosy.
-Teraz śniadanko-zaproponowałam.
-Ninko- powtórzył.
Znów wzięłam go na ręce i przeszłam do kuchni. Posadziłąm chłopca w krzesełku na wysokich nogach i zajełam się przygotowaniem jego ulubionego posiłku- bananowej kaszki. Kiedy skończyłam z dolnej szuflady wyjęłam śliniak i zapięłam go na szyi Malca.
-Ja- zaprotestował, gdy zaczęłam o karmić.
-Później, obiecuję.
-Dobla- zgodził się.
Kiedy był już najedzony przygotowałam kanapki dla siebie. Pospiesznie je zjadłam, po czym wyjęłam Smyka z krzeselka i umieściłam w wózku. Wróciłam się jeszcze po plecak, który zarzuciłam na ramiona, gdy wróciłam do przedpokoju zastałam tam mamę.
-Uważaj na niego- poprosiła całując chłopca w czółko.- Mam dzisiaj złe przeczucia.
-Może nie jedźcie, nie da się tego przełożyć?
-Nie, Twój tata bardzo długo czekał na to spotkanie- odparła.
Mnie również pocałowała w czoło i przytrymała przed mną drzwi. Wyszłam w chłód poranka pchając przed sobą wózek.
Z plecaka wysypałam książki zalegające tam od wczoraj i zarzuciłam go na ramię. Schodząc po schodach podwinęłam rękawy koszuli. Przeszłam do pokoju Alca. Brzdąc ciągle spał w łóżeczku, wiec zaczęłam wrzucać do plecaka potrzebne przedmioty, takie jak chusteczki, zabawki i pieluchy. Kiedy skończyłam przyklęknęłam przy komodzie mojego braciszka i wybierać dla niego ciuszki. W końcu zdecydowałam się na rozciągliwe dżinsy i błękitną koszulkę, która podkreślała kolor jego oczu. Gdy wstałam ujrzałam Smyka stojącego z piąstkami wokół prętów i uśmiechającego się do mnie.
-Ktoś ma dzisiaj dobry chumor- zauważyłam biorąc chłopca na ręce.
Uraczył mnie jeszcze większym uśmiechem.
-Podoba Ci się to, co dla Ciebie prygotowałąm?- spytałam sadzając Alca na przewijaku.
-Tak- odparł. Jak na swój wiek był bardzo rozwinięty.
Przebrałam go z piżamki i miękką szczotką uczesałam krótkie, brązowe włosy.
-Teraz śniadanko-zaproponowałam.
-Ninko- powtórzył.
Znów wzięłam go na ręce i przeszłam do kuchni. Posadziłąm chłopca w krzesełku na wysokich nogach i zajełam się przygotowaniem jego ulubionego posiłku- bananowej kaszki. Kiedy skończyłam z dolnej szuflady wyjęłam śliniak i zapięłam go na szyi Malca.
-Ja- zaprotestował, gdy zaczęłam o karmić.
-Później, obiecuję.
-Dobla- zgodził się.
Kiedy był już najedzony przygotowałam kanapki dla siebie. Pospiesznie je zjadłam, po czym wyjęłam Smyka z krzeselka i umieściłam w wózku. Wróciłam się jeszcze po plecak, który zarzuciłam na ramiona, gdy wróciłam do przedpokoju zastałam tam mamę.
-Uważaj na niego- poprosiła całując chłopca w czółko.- Mam dzisiaj złe przeczucia.
-Może nie jedźcie, nie da się tego przełożyć?
-Nie, Twój tata bardzo długo czekał na to spotkanie- odparła.
Mnie również pocałowała w czoło i przytrymała przed mną drzwi. Wyszłam w chłód poranka pchając przed sobą wózek.
piątek, 28 sierpnia 2015
Strona I
Rozdział I "Spotkanie"
-Dobra, w takim razie obiecaj mi, że do końca roku nie dostaniesz już żadnej oceny poniżej czwóry, a ja nie wspomnę o tym tacie- zaproponowała mama.- A jutro zajmiesz się Alciem.
Pierwszy warunek bardzo mi się spodobał, przecież do końca roku szkolnego został już tylko tydzień.
-Jutro prawdopodobnie Twój ojciec podpisze kontrakt na jakiś film wielkometrażowej produkcji, a jak się uda może w nim zagrasz główną postać- wytłumaczyła.
Nie lubię grać, lecz jako, że mój ojciec jest sławnym reżyserem często dodają mnie do obsady.
Subskrybuj:
Posty (Atom)