poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Strona III

Do pobliskiego Domu Kultury miałam około trzech kilometrów. Większość drogi wiodła przez park, o tej porze dnia bardzo cichym. Dotarłam tam w ciągu trzydziestu minut.
-Pomogę Ci!- usłyszałam, kiedy wnosiłam wózek z braciszkiem po stopniach.
Obejrzałam się za siebie. Ku mnie szła Sylwia.
-Dzięki- powiedziałam wypinając Alca z pasów i biorąc go na ręce. Sylwia wprowadziła wózek do ogromnego holu i pozostawiła go pod ścianą. Dołączyłam do niej i razem ruszyłyśmy po schodach na górę i weszłyśmy do pierwszej sali na lewo.
Znalazłyśmy się w przestronnej sali ze starymi szkolnymi ławkami, komputerem, projektorem i skrzypiącą podłogą.  Już po chwili otoczyła nas grupa przyjaciół, by uściskać nas na powitanie.
-Mogę Go potrzymać?- spytała Kasia, gdy wszyscy siadali z powrotem na swoich miejscach.
-Jasne- odparłam przekazując jej chłopca wprawnym ruchem.
-To my będziemy na końcu- oznajmiła odchodząc w kąt pomieszczenia razem z kilkoma innymi dziewczynami.
Razem z Sylwią usiadłyśmy na drugiej ławce.
-To co oglądamy?- spytał Maciek podchodząc do komputera.
-Harrego Pottera- zdecydowali wszyscy chórem.
Zapomniałam wspomnieć, że aby dostać się do naszej grupki, trzeba spełniać jeden  warunek, a mianowicie należy być fanem "Harrego Pottera".
-A którą część?
-Pierwszą.
Maciek zaśmiał się, gdyż co tydzień właśnie taka byłą odpowiedź, ale włożył odpowiednią płytę i po chwili na ścianie pojawił się obraz. Chłopak otworzył jedną  szafek stojących pod ścianą i cisną w grupki ludzi różne przekąski w plastikowych opakowaniach. Sam przyłączył się do dziewczyn bawiących się z moim braciszkiem.
Kiedy film miał się ku końcowi usłyszałam płacz Brzdąca. Po chwili Magdy przyniosła mi go. Kiedy tylko wzięłam Malca na ręce, ten wtulił maleńką główkę w moje ramię. Mimo, iż Go przytulałam On wciąż nie przestawał płakać. Kiedy w końcu się  uspokoił drzwi otworzyły się i do pomieszczenia wszedł jeden z nauczycieli.

niedziela, 30 sierpnia 2015

Strona II

Obudziłam się wcześnie i ubrałam w ulubiony zestaw: flanelową koszulę w czarno-czerwoną kratę, czarne dżinsy skrócone kuchennymi nożyczkami do kolan i takiego samego koloru conversy. Tak, wiem zazwyczaj nastolatki w weekendy śpią w soboty dłużej, lecz od pewnego mnie to nie dotyczyło. Razem z przyjaciółmi spędzałam większął część dnia na wygłupach i zabawie.
Z plecaka wysypałam książki zalegające tam od wczoraj i zarzuciłam go na ramię. Schodząc po schodach podwinęłam rękawy koszuli. Przeszłam do pokoju Alca. Brzdąc ciągle spał w łóżeczku, wiec zaczęłam wrzucać do plecaka potrzebne przedmioty, takie jak chusteczki, zabawki i pieluchy. Kiedy skończyłam przyklęknęłam przy komodzie mojego braciszka i wybierać dla niego ciuszki. W końcu zdecydowałam się na rozciągliwe dżinsy i błękitną koszulkę, która podkreślała kolor jego oczu. Gdy wstałam ujrzałam Smyka stojącego z piąstkami wokół prętów i uśmiechającego się do mnie.
-Ktoś ma dzisiaj dobry chumor- zauważyłam biorąc chłopca na ręce.
Uraczył mnie jeszcze większym uśmiechem.
-Podoba Ci się to, co dla Ciebie prygotowałąm?- spytałam sadzając Alca na przewijaku.
-Tak- odparł. Jak na swój wiek był bardzo rozwinięty.
Przebrałam go z piżamki i miękką szczotką uczesałam krótkie, brązowe włosy.
-Teraz śniadanko-zaproponowałam.
-Ninko- powtórzył.
Znów wzięłam go na ręce i przeszłam do kuchni. Posadziłąm chłopca w krzesełku na wysokich nogach i zajełam się przygotowaniem jego ulubionego posiłku- bananowej kaszki. Kiedy skończyłam z dolnej szuflady wyjęłam śliniak i zapięłam go na szyi Malca.
-Ja- zaprotestował, gdy zaczęłam o karmić.
-Później, obiecuję.
-Dobla- zgodził się.
Kiedy był już najedzony przygotowałam kanapki dla siebie. Pospiesznie je zjadłam, po czym wyjęłam Smyka z krzeselka i umieściłam w wózku. Wróciłam się jeszcze po plecak, który zarzuciłam na ramiona, gdy wróciłam do przedpokoju zastałam tam mamę.
-Uważaj na niego- poprosiła całując chłopca w czółko.- Mam dzisiaj złe przeczucia.
-Może nie jedźcie, nie da się tego przełożyć?
-Nie, Twój tata bardzo długo czekał na to spotkanie- odparła.
Mnie również pocałowała w czoło i przytrymała przed mną drzwi. Wyszłam w chłód poranka pchając przed sobą wózek.

piątek, 28 sierpnia 2015

Strona I

Rozdział I "Spotkanie"
Razem z mamą wracałyśmy razem ulicą, gdy mijana przez nas latarnia zamrugała i zgasła.
-Znowu psujesz latarnie?- zażartowała.
-"Mam tę moc, mam te moc..." -zanuciłam ulubioną piosenkę mojej siostry.
Obie wybuchłyśmy śmiechem.
-Wykorzystaj ją lepiej do nauki hiszpańskiego. Z tego co wiem ostatnio dostałaś tróję.
-Ale przecież to pierwsza trója z hiszpana w tym roku- zaprotestowałam.
-Dobra, w takim razie obiecaj mi, że do końca roku nie dostaniesz już żadnej oceny poniżej czwóry, a ja nie wspomnę o tym tacie- zaproponowała mama.- A jutro zajmiesz się Alciem.
Pierwszy warunek bardzo mi się spodobał, przecież do końca roku szkolnego został już tylko tydzień.
-Ale przecież jutro jest kolej Zacka- zauważyłam.
-On się jutro zajmie Alison.
-Ale ja jutro jestem umówiona z przyjaciółmi- spróbowałam z innej strony.
-To weźmiesz go ze sobą- postanowiła mama.- Jutro jedziemy z Twoim tatą do Warszawy i nie możemy go wziąć ze sobą.
-Dlaczego?- spytałam.
-Jutro prawdopodobnie Twój ojciec podpisze kontrakt na jakiś film wielkometrażowej produkcji, a jak się uda może w nim zagrasz główną postać- wytłumaczyła.
Nie lubię grać, lecz jako, że mój ojciec jest sławnym reżyserem często dodają mnie do obsady.
-Skoro to aż tak ważne, to chyba będę mogła wziąć malca ze sobą- postanowiłam.
-To dobrze- mama uśmiechnęła się do mnie promiennie.
Właśnie weszłyśmy na nasze podwórko. Odłożywszy zakupy do kuchni wspięłam się po stopniach do swojego pokoju i wzięłam szybki prysznic. Następnie wślizgnęłam się pod kołdrę i natychmiast zasnęłam.


Ten blog założyłam z chęcią podzielenia się z innymi książką mojego autorstwa. Mam nadzieję, że się Wam spodoba :D