czwartek, 3 września 2015

Strona VI

Wiedziałam, że powinnam coś zrobić, lecz przez pustkę w głowie strasznie wolno mi się myślało. Pukanie rozległo się po raz drugi. Młodszy z policjantów przeszedł przez przedpokój i otworzył drzwi. Stał za nimi mój starszy brat Zack z Alison (moją siostrzyczką ) na rękach.
-Kim pan jest?- spytał wchodząc do domu.
- Nicole, o co tu chodzi?- dodał na mój widok.
-Zaprowadź Alison do jej pokoju, dobrze?- poprosiłam.
Prędzej czy późnij i tak musiała się o tym dowiedzieć, ale nie byłam jeszcze gotowa psuć jej dzieciństwa.
Chłopak szybko wykonał moją prośbę, a gdy wrócił rozsiadł się w drugim fotelu.
-Rodzice... Oni...- zaczęłam, ale te dwa słowa nie chciały przejść mi przez gardło.
-Wasi rodzice nie żyją- starszy mężczyzna przyszedł mi z pomocą.
-Jak to się stało?- spytał chowając twarz w dłoniach.
-Z niewiadomego powodu auto prowadzone przez Waszego ojca zjechało z drogi i uderzyło w przydrożne drzewo-wytłumaczył sierżant z nazwiskiem na S (jakoś wypadło mi z głowy).
-Oboje zginęli na miejscu- dodał ten drugi.
-Czy ma się Wami kto zaopiekować?
-Pewnie ktoś znajdzie czas, żeby tu wpaść, jeśli zadzwonimy- odparł Zack.
Nie mogłam pojąć, jak On po usłyszeniu takiej wiadomości jest zdolny normalnie myśleć. Ja z największą chęcią zaszyła bym się w jakim cichym, ciemnym kącie i została tam do końca życia.
-Jeśli nie znajdziecie kogoś, kto się Wami zaopiekuje traficie do Izby Dziecka- oznajmił jeden z policjantów.
Zack wyjął z kieszeni telefon i po chwili szukania wybrał jakiś numer.
-Dzień dobry ciociu- usłyszałam po kilkudziesięciu sekundach.- Czy mogłabyś do nas przyjechać?
Nie usłyszałam odpowiedzi, ale chłopak się rozłączył,
-Będzie tu za kilka minut- oznajmił.
W końcu zdobyłam w sobie tyle siły by wstać. Przeszłam do pokoju braciszka i usiadłam na podłodze patrząc jak śpi.
Kiedy rozległ się dzwonek do drzwi Smyk otworzył oczka. Wzięłam więc go na ręce i wróciłam do poprzedniej pozycji sadzając go sobie na kolanach. Mimo grubej ściany oddzielającej mnie od przedpokoju i kolejnej od salonu słyszałam zarówno szpilki ciotki stukające na parkiecie, jak i niemal każde słowo.
Kolejny raz wysłuchałam, co przydarzyło się moim rodzicom, a później zapewnieniom ciotki, że zajmie się nami i jak nam będzie z nią dobrze. Niemal usłyszałam jak w głowie ciotki zaskakują trybiku. Dom, auta i całe wyposażenie musiało być warte ok miliona, nie licząc kont bankowych skrywających kolejne fortuny. Żeby zarobić tyle hajsu musiałaby pewnie pracować jeszcze ze sto lat, a tak dostanie to wszystko w zamian za opiekę na czwórką dzieci.
-Za kilka dni przyjdzie tu ktoś z opieki, żeby zobaczyć jak sobie pani radzi- powiedział jeden z policjantów, przechodząc do przedpokoju. Po chwili obaj się pożegnali i trzasnęły drzwi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz